Dom w polach

ŻYCIE JAK Z BAJKI

Spotkali się zupełnie przypadkiem jakiś czas temu na ulicy miasta. Zerknęli na siebie, uśmiechnęli i minęli jak z każdym innym przechodniem. Mijały dni. Tygodnie. Miesiące. Ona znów go zobaczyła. Uśmiechniętego, pełnego życia blondyna. Przypomniała sobie, że już kiedyś go widziała i skupiła swój wzrok na nim na dłużej. Mężczyzna to zauważył i zdecydował się do niej podejść. Zagadał, zaprosił na spacer. Gdy żegnali się po kilku godzinach rozmów poprosił ją o numer telefonu.

Napisał jeszcze tego samego dnia, że dziękuje za mile spędzony czas i liczy na kolejne spotkanie. Kasia się od razu zgodziła. Zaczęli się spotykać codziennie, dzielić się historiami ze swojego życia, wspólnymi chwilami, a nawet pasją.

Tak zaczęła się ich znajomość…

CODZIENNA RUTYNA

Niestety i ich sielanka została przerwaną codziennością i przyziemnymi sprawami. Nie zawsze mieli dla siebie czas. Często się mijali. Marcin wracał z pracy, Kasia dopiero do niej wychodziła. Albo na odwrót. Weekendy też nie zawsze udawało im się spędzić samym ze sobą. Chcieli też spotykać się nadal ze znajomymi, w grupie. Chcieli, żeby było jak kiedyś. Przecież czas dla siebie znajdą w tygodniu.

Para nie zauważyła, że ta rutyna pomału zaczyna zabijać ich związek. Miłe pogawędki zaczęły się zamieniać w kłótnie. Zabrakło im wzajemnego dystansu do siebie. Każdy, nawet błahy żart traktowali jak obrazę. Kasia coraz częściej pozwalała sobie na drwiny w kierunku znajomych Marcina. Zazdrościła im tego, że jej partner jest dla nich zdecydowanie milszy, pomocny i potrafią rozmawiać ze sobą bez nerwów.  Nie wiedziała co robić i jak ratować związek. Z pomocą przyszedł jej niespodziewany spadek po babci, którego zupełnie się nie spodziewała. Myślała, że dom  na wsi dostaną jej rodzice, jednak babcia postanowiła go dać wnuczce.

DAR OD LOSU

Kasia i Marcin pojechali tam od razu po przeprowadzeniu sprawy spadkowej. Wiedzieli, że czeka ich kilka żmudnych dni zanim wszystko uporządkują i przewiozą swoje rzeczy. Mimo to cieszyli się na swój własny kąt i znów zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać. Wieczory spędzali przy lampce wina wspominając dawne czasy. Te szczere rozmowy znów zaczęły ich do siebie zbliżać. Zamiast się kłócić, zaczęli wszystko między sobą wyjaśniać przyznając się do błędów, które popełniali.

Tak im mijał dzień za dniem. Z czasem się pobrali, urodziły im się dzieci. W końcu i one wyfrunęły z rodzinnego domu. Marcin i Kasia spokojnie się starzeli ciesząc się, że zawalczyli o siebie. Nadszedł niestety dzień ich końca. Kobieta nieuleczalnie zachorowała. Choroba stopniowo wyniszczała jej organizm. Do tego stopnia, że nie mogła już sama jeść, ani pić. Marcin był przy niej do jej ostatnich dni. Nic, ani nikt nie potrafiło mu zapełnić pustki, która pojawiła się w jego sercu i domu. Zaopiekował się nawet bezpańskim psem z nadzieją, że nowe zajęcie postawi go na nogi.

CZWORONOŻNY PRZYJACIEL DOMU

Nie minął miesiąc jak i Marcin pożegnał się ze światem. Został po nim jedynie dom, którego ściany skrywały w sobie wspomnienia po rodzinie i pies, który całymi dniami wył z tęsknoty za swym panem. Dzielnie pilnował domu. Nie chciał od niego odejść. Na początku sąsiedzi go dokarmiali. Z czasem jeden z nich zdecydował się go zabrać do siebie. Jednak on za każdym razem uciekał i wracał tam, gdzie jego miejsce. Do miejsca, które było jego domem i z którego nie chciał odejść.