Dom w W.

DOM POŚRODKU NICZEGO

Stoi sam. Wśród pól i drzew. Prowadzi do niego mało uczęszczana szutrowa droga. W pobliżu nie ma żadnych sąsiadów.

Dom. Zapomniany przez jego mieszkańców. Zamknięty na klucz, z nieskoszoną trawą, z zaniedbanymi drzewkami, z niewyjeżdżonym podjazdem. Budowla wizualnie nie wygląda źle. Dach się nie zapada, okna są całe, mur wygląda dobrze. Budynkowi nie grozi zawalenie. Pomimo tego wszystkiego jest jakaś przyczyna, z powodu której jego jedynymi mieszkańcami jest rój much.

Ściany każdego domu kryją swoje tajemnice, historie, szczęśliwe chwile. Niestety te gorsze rzeczy przykrywają zawsze te lepsze. I często ludzie chcą się od nich odciąć i zapomnieć. Często najlepszą metodą na to jest wyprowadzka. Dzieci od toksycznych rodziców. Żon od złych mężów. Małżonka po śmierci żony. Oczywiście to wszystko jest zwykłym przykładem i nie twierdzę, że zawsze tak jest. Dzieci jak dorosną chcą też się usamodzielnić i spróbować innego życia w innym miejscu. Niektórzy po prostu chcą spalić za sobą wszystkie mosty i zająć się sobą tu i teraz. Czy to jest złe? Niekoniecznie. Wszystko właśnie zależy od tego, co przeżyliśmy w tych przysłowiowych „czterech ścianach”. Jednak pomimo tych wszystkich przykrych sytuacji i niepowodzeń życiowych większość ludzi chce sobie zostawić jakąś pamiątkę z domu, a przede wszystkim zabiera rzeczy osobiste. Ten budynek jest ogołocony prawie ze wszystkiego. Zostało jedynie parę mebli. Kredens i szafa są puste. W kuchni pozostało jakieś znikome wyposażenie. To, co mnie najbardziej uderzyło to obraz pary młodej na ścianie. Nie znam praktycznie żadnej osoby, która nie chciałaby zabrać ze sobą takiej pamiątki. Nawet jeśli te osoby z obrazu nie żyją to zazwyczaj ich potomkowie dbają o pamięć o rodzinie.