Dom z listami z 1928 roku

USNĘŁAM.

Zapadłam w sen, jakiego do tej pory nie miałam. Najpierw zobaczyłam samą siebie. Następnie męża śpiącego obok i dzieci w drugim pokoju. Potem cały nasz dom oraz piękne gwiaździste niebo. Na końcu znalazłam się tu.

OBUDZIŁAM SIĘ.

Otworzyłam pomału oczy i zobaczyłam kolor ścian zupełnie inny niż mam w sypialni. Przez chwilę zwątpiłam w to, gdzie jestem. Może mi się coś przewidziało, zamknęłam ponownie na chwilę powieki. Otworzyłam je, ale odcień nie chciał się zmienić. Delikatnie podniosłam się z łóżka, rozejrzałam po pokoju i poczułam się tak, jakbym cofnęła się co najmniej pięćdziesiąt lat wstecz. Piękne stare meble, porcelanowe lalki, francuskie perfumy. I ta toaletka. Biała, z dużym lustrem. Zawsze o takiej marzyłam.  Podeszłam do niej i przejrzałam rzeczy, które na niej leżały. W jednym jej kącie, pod jakimiś mniej znaczącymi szpargałami znalazłam listy. Zerknęłam na datę licząc na jakieś wyjaśnienia. Nie wierzyłam własnym oczom. One były napisane 90 lat temu? W  1928 roku? Jeszcze bardziej zwątpiłam w to, co się działo wokół mnie…

Udając, że jest wszystko w porządku poszłam do pokoju obok. Pojedyncze łóżko, szafka nocna i globus na krześle. Zajrzałam do szafy – męskie buty i odzież. Na kredensie perfumy i butelka alkoholu z połową zawartości.  Pod oknem na półce stos kart bibliotecznych. Wszystkie puste. Kim był lokator tego pokoju? Nie ważne, nie zaprzątałam tym myśli, miałam wystarczająco dużo swoich problemów. Nie zastanawiając się nad tym wszystkim zeszłam po schodach piętro niżej.

Zaglądałam od jednego pomieszczenia do drugiego. Łazienka, toaleta, zabałaganiona kuchnia. I pokój z pianinem i dużą ilością książek. Planowałam zrobić w domu biblioteczkę, ale jakoś nie było mi to nigdy dane. Mąż wybrzydzał, jak prosiłam go o zrobienie mi pięknego regału. A samej… No cóż, musiałam się nacieszyć miejską biblioteką zamiast własnym prywatnym zbiorem.

CHWILA RELAKSU…

Skorzystałam z tego, że w szafce w kuchni była w pojemniczku owocowa herbata, zaparzyłam ją sobie i usiadłam na kanapie z pierwszą lepszą książką. Wzięłam ją z rozpadającego się regału. Zapomniałam już o rodzinie, moje myśli były zupełnie w innym miejscu. W tym samym, w którym miałam wrażenie, że jestem ciałem. W końcu czułam dotyk na skórze każdego przedmiotu, z którym miała styczność.

Zaczęłam czytać. Mimo że książka była po niemiecku doskonale rozumiałam każde słowo.  Ułożyłam się wygodnie na kanapie. Byłam tak zmęczona tym dniem i wszystkimi emocjami, które towarzyszyły, że nawet nie wiem kiedy usnęłam.

CZY TO TYLKO SEN?

Poczułam dotyk na policzku. To mąż budzący mnie pocałunkiem na śniadanie, otworzyłam oczy i zobaczyłam znów swój pokój, moje meble i pościel. Z daleka usłyszałam głosy dzieci. Znów byłam w domu? Ale przecież cały dzień spędziłam w zupełnie innym budynku, w innym państwie. Obróciłam się w kierunku okna i na szafce nocnej zobaczyłam książkę, którą czytałam we śnie. Wiedziałam już, że to się wydarzyło naprawdę. I że ta pozycja zajmie w nowej biblioteczce szczególne miejsce. A ja znajdę to miejsce i pojadę tam ponownie.