Domek kryty strzechą

WSPOMNIEŃ CZAR

– Wando, kochana moja, a pamiętasz jak zaprosiłem Cię pierwszy raz na festyn?

– Oczywiście Zdzisiu. Byłeś tak przejęty swoją rolą, że zapomniałeś o kwiatkach, które miałeś w dłoni. Trzymałeś je podczas całej naszej drogi do miasta. Dopiero przypomniałeś sobie o nich jak mieliśmy wsiąść  na karuzelę. To były piękne czasy…

– A pamiętasz jak zakradałem się pod Twoje okno?

– Jakże bym mogła o tym zapomnieć! Tak przestraszyłeś moją siostrę, z którą dzieliłam pokój, że ojciec wybiegł do Ciebie z widłami. Myślał, że to złodziej! Ładnego stracha nam wszystkim wtedy napędziłeś. Oj Zdzisiu, Zdzisiu… Ty to miałeś czasem pomysły.  

– Ano miałem… Wykręciłem Wam kilka numerów. Ale zawsze bardzo lubiłem Twoją rodzinę, mimo że na początku mnie nie akceptowali. Ale z czasem zacząłem się dogadywać z Twoim ojcem. Do niego pierwszego przyjechałem się pochwalić nowym motocyklem. Z nim go naprawiałem, pomagałem Wam zawsze w polu przy żniwach i wykopkach. Jakoś musiałem wkupić się w Twoją rodzinę. Wiem jak ważne było dla Ciebie zdanie rodziców.

– Akceptowali Cię od początku, chociaż tego nie pokazywali. Widziałam to w ich oczach. Oni zawsze mieli swoje zasady. Traktowali każdego z dystansem i musieli dobrze poznać. Nigdy nikogo nie odrzucili, ani nie pokazali, że nie szanują. Każdemu w potrzebie zawsze pomogli, choć sami biednie żyliśmy. No ale, co Ci będę opowiadać… Wiesz jacy byli. W końcu mieszkałeś kilka domów obok. A w tamtych czasach wszyscy się znali. Teraz nastała taka antyspołeczność.

– Nic na to nie poradzisz. Teraz ludzie nie mają czasu na poznanie siebie samego, a co dopiero sąsiada. Gonitwa za pieniądzem i wygodą zrobiło swoje. Nawet ta nasza wieś jest już inna. Nowe budownictwo, inna architektura. Domek z drewna to już chyba tylko w górach można zobaczyć. No i nie zapominajmy o naszej chatce. Tyle lat minęło i nadal nie jest nadgryziona zębem czasu.  A ile wspomnień z nim związanych…

– Nasze zaręczyny, ślub i potem wesele na podwórku przed domem. Wspólne, rodzinne święta. Narodziny dzieci. Śmierć moich rodziców. Śmiech i płacz naprzemiennie. Wszystko zapisane w naszych sercach i tych ścianach.

– Kochana! Nie ma co wspominać tego, co złe. Cieszmy się z tego, co jest tu i teraz. Idę jeszcze po kawałek ciastka i herbatę dla nas. I poczekajmy na wnuki przed domem. Za godzinę powinni przyjechać.

– Dobrze, że jeszcze chcą nasz odwiedzać.

– A dlaczego mieliby nie chcieć? Przecież to ich rodzinny dom. Każde wakacje tutaj spędzają. I od zawsze mówią, że nigdzie nie czują się lepiej.  No i cały czas powtarzają, jak to nie mogą się nachwalić znajomym dziadkami, którzy mieszkają w domu krytym strzechą. To nasza wizytówka. I niech tak pozostanie jeszcze na długie lata.