Falling Stars Hotel

DZIEŃ JAK CO DZIEŃ

To miała być zwykła służba. Robertowi został do skończenia raport z ostatniej sprawy, którą prowadził. Obiecał sobie, że nawet na chwilę nie wychyli się ze swojego biura. Dokończy papierkową robotę i urwie się wcześniej do domu. Po tych kilku intensywnych dniach należy mu się odpoczynek. Chciałby się w końcu wyspać, mimo że doskonale zdaje sobie sprawę, że nie będzie to możliwe. Od kilku lat nie przespał ani jednej całej nocy. Szklanka burbona od dawna mu nie pomaga z jego bezsennością. A jeśli już zamykają mu się oczy, to pod powiekami przewijają się same koszmary.

Detektyw po zamknięciu akt, wysłał z dokumentami do szefa swojego partnera. Sam wolał mu się nie pokazywać na oczy, bo wiedział, że wtedy jego plany runą w gruzach. Pożegnał się z kolegą i udał do wyjścia z komendy. Gdy wsiadał do auta zadzwoniła jego komórka. Miał nadzieję, że to nic ważnego, jednak gdzieś podświadomie czuł, że znów się coś wydarzyło. Zerknął na wyświetlacz i już wiedział. Kolejne morderstwo. Nawet nie odebrał, zawrócił na pięcie i skierował się od razu do gabinetu szefa, gdzie zapewne oczekiwali na niego wraz z jego partnerem, Arthurem Devane. Funkcjonariusze ze specjalnej jednostki wydziału zabójstw są pogodzeni z tym, że muszą być bardzo dyspozycyjni. Telefony mogą zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, a oni nie zastanawiając się muszą się udać od razu na miejsce zbrodni.

Robert wszedł do biura szefa swojej jednostki i zaczął przysłuchiwać się rozmowie pomiędzy nim, a jego partnerem. Jedyne, co się w tej chwili dowiedział to, że chodzi o zabójstwo młodej kobiety w opuszczonym hotelu położonym gdzieś w górach. Arthur miał mu powiedzieć więcej podczas jazdy. Teraz nie było na to czasu. Musieli jak najszybciej dotrzeć na miejsce, gdzie pracowali już technicy i zbierali ślady.

CIĄG MORDERSTW…

Mężczyźni dojechali na miejsce. Zaparkowali w pobliżu budynku i skierowali się ku drzwiom wejściowym. Przechodząc pod taśmą okazali swoje legitymacje pilnującemu przejścia policjantowi, który pokierował ich do pokoju, gdzie leżało ciało. Funkcjonariusz tylko dodał, że współczuje im tego widoku i jeśli pozwolą to on już odejdzie.

Arthur pierwszy spojrzał na łóżko i się na chwilę odwrócił, aby odetchnąć. Ale widok, który zobaczył na długo pozostanie mu w głowie. Na łóżku leżała naga kobieta. Wysoka i szczupła. Miała długie blond włosy uczesane w koczka i grzywkę, która zakrywała twarz. A raczej miejsce, w którym powinna ona być. Nie było skóry. Oczodoły pozostały puste bez gałek. Nawet wargi zostały zerwane. Pozostały same odkryte białe równe zęby i język. Ręce były ułożone wzdłuż ciała, a na nagiej klatce piersiowej widniał wyryty w skórze pofalowany znak krzyża. Robert zaczął rozglądać się po pokoju. Na lustrze nad umywalką wisiała skóra z twarzy kobiety. Starannie ją ułożono, aby nie wystawał żaden poszarpany kawałek, oczy i usta również były na swoim miejscu. Twarz była skierowana w kierunku szafy, z której wnętrza wypływała wąska stróżka krwi. Detektyw do niej podszedł i delikatnie otworzył. W środku na półce leżało serce.

To wszystko oznaczało, że raport z ostatniej sprawy nie został zakończony. To nie było jednorazowe zabójstwo. To kolejny mord rytualny. A mężczyzna, którego zatrzymali nie jest tym, za kogo się podaje.