Mauzoleum ewangelickiej rodziny

POGAWĘDKI NA GAŁĘZI

-Widzisz ich?

-Jeszcze nie. A znów przyszli?

-Ano… Niestety. Złe człowieki znów przyszły ograbić naszą rodzinę.

-Jakie ograbić? Przecież te trumny są puste od kilku lat. Szczątki zbezczeszczone i częściowo wyniesione. Kości gdzieś porozrzucane. Została głównie pamięć o nich. A nie prawdziwy grób. Przecież oni nic nie zrobią. Zresztą widzisz? Mają aparaty w dłoniach. Nie ma czego się obawiać.

-Dla Ciebie nigdy nikt nie był podejrzany.  Zawsze wszyscy są mili i dobrzy. Tamci też tacy byli. I sam widzisz jak to się skończyło.

-Ano wiem. Pomyliłem się w stosunku do nich.  Ale co ja teraz mogę zrobić?

-Wiem, że nic. Zresztą nas księżulek też nie był do końca święty. Dwa małżeństwa. W żadnym nie wytrwał dłużej. Z każdego potomkowie. Jedynie, co mu się udało to praca naukowa i publikacja kilku książek. Nawet z ludźmi w swojej parafii nie potrafił żyć w zgodzie.

-No tak… Ciągłe wojny, ciągłe sprawy w sądach. Pokazywanie, że jemu się powodzi. Przeznaczenie ziemi parafii na wybudowanie ogrodu dla siebie. Przejażdżki powozem z zaprzężonym koniem, a za nim sługa. Nie dziwię się, że ludzie się irytowali, skoro była to klasa chłopska.

-Może to i dobrze, że w wieku 65 lat przeszedł na emeryturę. Odetchnął on i odetchnęli ludzi z jego ewangelickiej parafii. Dzięki temu mógł się dalej skupić na swoich podróżach do Afryki i Azji oraz poświęcić badaniom.

-Trochę mu zazdroszczę. Głównie tych jego podróży. My też byśmy tak mogli. Ale zostaliśmy tutaj razem z nim od września 1916 roku. Mieliśmy jego i jego rodzinę pilnować. A wyszło jak wyszło..

– Czasu nie cofniesz i nic na to już nie poradzisz. O widzisz? Zrobili tylko zdjęcia i odchodzą. Nie mamy czego się martwić.

-To i my możemy już odlecieć. Wrócimy, gdy znów ktoś przyjdzie.*

*Tekst jest opowieścią z wplecionymi faktami o mauzoleum i rodzinie tam pochowanej.