Niebieska kaplica

„BLUE CHAPEL”

Niebieska kaplica jest jednym z najbardziej znanych opuszczonych miejsc we Włoszech. Została ona zbudowana na miejscu objawienia maryjnego, a obok niego powstał klasztor franciszkanów, który ostatecznie został opuszczony pod koniec XIX wieku. Przez pewien czas pełnił jeszcze funkcję więzienia, jednak i ono zostało definitywnie zamknięte. W pobliżu wybudowano nowy kościół, w którym wierni świętują cud objawienia, a niebieska kaplica od tego czasu odeszła w zapomnienie.

Potoczna nazwa tej kaplicy wzięła się od jej pomalowanych na niebiesko ścian, które obecnie są już dość wypłowiałe i bardziej wpadają w kolor morski, czy zieleni, niż sam niebieski. Kolejną najbardziej charakterystyczną rzeczą dla tego miejsca jest bardzo duży wiszący krzyż nad ołtarzem. Miejsce to jest jedynym głównym punktem, który odwiedzają eksploratorzy. Reszta budynków została dokładnie wyczyszczona, a to, co jeszcze w nich pozostało zostało splądrowane.

Niestety ta wspomniana wcześniej popularność niezbyt sprzyja temu miejscu. W całym zakonie można natknąć się na malowidła grafficiarzy, którzy ze względu na charakter miejsca skupiają się głównie na znakach związanych z szatanem. Nie mniej, trzeba przyznać, iż chyba posiadają resztki rozumu i samą kaplicę względnie oszczędzają, jest ona prawie nietknięta. Jedną z dwóch oznak wandalizmu są zbite szyby przy bocznych ołtarzach oraz imitacja krwi płynąca z nosa i oczu rzeźb przedstawiających świętych. Druga to dewastacja grobu, który znajduje się na środku kaplicy oraz wyciągnięcie paru ludzkich kości na wierzch.

„KRWAWIĄCE” RZEŹBY

Płaczące figury klasyfikowane są do grupy cudów religijnych. Definicja encyklopedyczna mówi nam, iż jest to zjawisko, bądź wydarzenie, które nie wynika z naturalnych prawd przyrody, lecz wytłumaczyć je można jedynie interwencją Boga. Podobno największe nagromadzenie tego typu zjawisk miało miejsce w XX wieku. Jednak można się z tym sprzeczać. Tak naprawdę w XX wieku technologia pozwoliła na zarejestrowanie tych cudów. I nie oznacza to, że nie miały one miejsca wcześniej. Po prostu nie były tak nagłośnione jak w obecnych czasach. Jeżeli się dobrze poszuka można znaleźć wiele innych przykładów płaczących rzeźb i obrazów z XIV, czy XVII wieku.

Oszustwa sakralne są dość łatwe do odkrycia. Uznanie cudu poprzez Watykan nie wiąże się z gwarancją jego autentyczności. Bardzo często zdarza się, że akceptacja cudu jest tymczasowa i zostaje zniesiona w momencie udowodnienia oszustwa. Substancje wypływające z ikon religijnych są poddawane wielu badaniom. Wyjaśnieniem fenomenu nie zajmują się tylko badacze kościelni, ale również kryminalistycy, lekarze medycy sądowej, biolodzy, fizycy oraz chemicy. Wiele cudów to ingerencja człowieka bądź skroplona woda, która w połączeniu z farbami, bądź innymi substancjami chemicznymi, którymi są pokryte rzeźby zmienia swoje zabarwienie. Z kolei ludzie próbujący „dokonać” cudu tworzą mazie na bazie oliwy z oliwek, która przez długi czas zachowuje świeżość i połysk, bądź mieszają swoją krew z łojem wieprzowym i tłuszczem wołowym. Dość często zdarza się, że całe społeczności lokalne, w których zdarzył się „cud” współdziałają z oszustem, aby jak mocniej utrudnić jego zdemaskowanie.

To, co widzicie na zdjęciach to raczej nic innego jak dewastacja i chęć posiadania kadru, jakiego nie miał nikt inny. Chociaż trzeba przyznać, że ktoś, kto to zrobił wysilił się, ponieważ „krew” wypływa centralnie z nozdrzy świętej Róży z Limy. No cóż. Fantazja kogoś poniosła…