Park krokodyli

ZOO JAKO ROZRYWKA, CZY WIĘZIENIE?

Nie ma chyba osoby, która chociaż raz nie byłaby w ogrodzie zoologicznym. ZOO według założeń ma pełnić funkcję rekreacyjną i edukacyjną. Ma pokazywać dzieciom życie dzikich zwierząt, a zarazem być miejscem spotkań rodziny i przyjaciół. Coraz częściej jednak w mediach przewijają się spoty i informacje przeciwko trzymaniu dzikich zwierząt w klatkach. Ale czy słusznie? Rozumiem i szanuję argumenty tej grupy społeczeństwa, która jest przeciwko takim ogrodom, ale w takim razie, gdzie dzieci mają poznać dzikie zwierzęta? Z internetu? Z telewizji? Plansz interaktywnych? Nie każdego stać na podróż do miejsc, skąd te stworzenia pochodzą, aby móc je zobaczyć w ich naturalnym środowisku.

„NIE CHODZĘ DO ZOO”

Kampania ma na celu zmianę postrzegania widzenia zoo nie jako miejsca rozrywkowego, a przez pryzmat oczu zwierząt, które tam przebywają. Według organizacji zrzeszających przeciwników ogrodów zoologicznych, ZOO przypomina dożywotnie więzienie dla zwierząt, które nigdy nie będą miały szansy zaznać wolności. Na świat patrzą tylko zza krat, betonowych i ciasnych wybiegów. Klatki ze zwierzętami porównywane są do gablot w muzeum, które tylko na kilka minut przykuwają uwagę osób, które je oglądają.

Akcja broni praw zwierząt do wolności i poszanowania ich intymności. Aktywiści kampanii w latach 2013-2014 odbyli około 30 wyjazdów terenowych, na podstawie których stwierdzili, iż głównym problemem w polskich ogrodach zoologicznych są między innymi zbyt małe pomieszczenia i wybiegami, które uniemożliwiają zapewnienie im odpowiedniej ilości ruchu. Objawić się to może u zwierząt stresem i chorobą zwaną zoochosis. Objawia się ona powtarzalnością zachowań stereotypowych, takich jak kołysanie się na boki, rytmiczne uderzanie głową o pręty i chodzeniu w kółko dookoła klatki.

KONTRATAK ZOO

Ogrody zoologiczne próbują się bronić przed tymi wszystkimi atakami aktywistów kampanii „Nie chodzę do zoo”. Powołują się na to, iż priorytetem każdego zoo jest ochrona oraz hodowla zagrożonych wyginięciem gatunków zwierząt. Dzięki czemu starają się również połączyć rekreację wraz z edukacją. Wewnętrzna polityka ogrodów ma na celu przede wszystkim dobro zwierząt i nie sprowadzają tych gatunków, dla których nie mają dostatecznych warunków.

Ogrody zoologiczne mogą często liczyć na wsparcie finansowe w postaci dotacji samorządowych, datków osób prywatnych, czy adopcji zwierząt przez szkoły. Czy w związku z tym nie byłoby lepiej, aby osoby, które nie popierają takiej formy edukacji i rozrywki zamiast bojkotować wsparły dyrekcje ogrodów? Wspólnymi siłami mogliby wnioskować o dotacje, dzięki którym można by przebudować zagrody dla zwierząt. Każdemu wtedy żyłoby się lepiej.