Pozostałość po laboratorium

CHWILA REFLEKSJI

Dzisiaj wyjątkowo nie będzie żadnej historyjki. Jakoś tak naszła mnie potrzeba napisania paru słów odnośnie tego albumu i obiektu. Niektórzy stwierdzą, że wylewam swoje żale. A mnie jakoś tak do tego natchnął właściciel, które spotkaliśmy w ostatni weekend.

W miejsce to pojechaliśmy z nadzieją, że nie jest ono bardzo rozniesione. Jednak to, co zobaczyliśmy przeszło nasze wyobrażenie. Z całego obiektu, czyli hal (w których i tak nic nie było), wyposażonego laboratorium i biurowca ostał się tylko magazyn z naczyniami laboratoryjnymi i probówkami.

Laboratorium jest ogołocone ze wszystkiego, nawet dla wygody ściany ktoś sobie wybił. Chyba, żeby było łatwiej wynosić wyposażenie. Ludzie nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać swoją pomysłowością (i głupotą). Jedynie co było wartego uwagi to magazynek, który pozostał nienaruszony. Ale nie dziwię się, był w takim niepozornym budynki, że sama pewnie też bym tam się tego nie spodziewała. Do hal nie wchodziliśmy, bo zależało nam jeszcze na biurze. A wszystko przez to, że z daleka widzieliśmy idących za nami mężczyzn. W związku z tym skierowaliśmy się prosto do biurowca. Zaskoczyło nas stojące pod budynkiem auto, ale je olaliśmy i weszliśmy do środka…

A tam? No cóż.. Nie zostało nic, poza bałaganem, rozwalonymi biurkami, rozebranym sprzętem, powyciąganymi kablami ze ścian i walającymi się wszędzie dokumentami. Teraz żałuję, że nie zrobiłam zdjęć. Ale nim o tym pomyślałam za naszymi plecami stanął mężczyzna z dość niezadowoloną miną. Po chwili rozmowy okazało się, że to właściciel, który ostatecznie podsumował nas z kolegami mówiąc, że powinniśmy fotografować ptaszki, a nie czyjąś własność. Po części go rozumiem, bo dla niego to bardzo duże szkody. Ale z drugiej strony, skoro w biurowcach został cały sprzęt i dokumenty to czy nie mógł tego zabrać? Każdy zapewne pomyśli coś innego. Niektórzy pewnie to, że po co my się tam się pchamy. Eksploratorzy? Fotografowie? Może tacy ludzie będą mieli rację. Bo jednak gdyby nie wypływające zdjęcia do Internetu i hurtowe wycieczki to miejsce być może pozostałoby nienaruszone. Bo jak to jest? Stało to wszystko kilka lat w stanie idealnym. Mieszkańcy na pewno wiedzieli, że miejsce jest nieczynne. Nie da ukryć, że na dużym terenie przemysłowym nagle nie ma żadnej żywej duszy. A wystarczyło kilka miesięcy od pierwszych zdjęć w sieci, aby nie zostało nic. Dokładnie taka sama sytuacja była ze słynnymi dyskotekami. Czy nadal uważacie, że to lokalni nagle się ocknęli i stwierdzili, że można powynosić wszystko, co jest warte trochę grosza. Czy jednak są osoby w naszym środowisku, które się próbują wzbogacić w ten sposób. Bo skoro stoi to opuszczone, zamknięte i nikt nic z tym nie robi, to przecież może się zawsze przydać temu, co jedzie obejrzeć. Opchnie się na złomie, lombardzie itp. za jakąś sumkę. Jak to się mówi? Grosz do grosza, a będzie kokosza? Szkoda, że kosztem opinii o urbexie.

I żeby było jasne, to wszystko to tylko moje gdybanie. To jest tylko i wyłącznie moja opinia, za którą biorę pełną odpowiedzialność. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy to mnie za to zjedzą 😉

Podaję Wam jeszcze do wglądu dwa linki do albumów dwóch innych grup, abyście mieli pogląd jak to wyglądało kilka miesięcy temu.

Album grupy Visible Past

Zdjęcia z biurowca grupy Urbex Siemianowice