PRL-owska stacja paliw

STACJA BENZYNOWA Z CZASÓW PRL

Tzw. CPN-y kiedyś były rzadkością, dziś jest to dla nas coś oczywistego. Stacje benzynowe spotkać można praktycznie wszędzie, na każdej większej, czy mniejszej trasie i w prawie każdej miejscowości. Nie ma najmniejszych problemów z zatankowaniem auta. Obecnie denerwujemy się, gdy tworzy się kolejka do dystrybutora, a pomyślcie co było kiedyś jak paliwo było wydawane na kartki, a kolejki były kilometrowe. Kierowcy na zatankowanie auta w czasach PRL potrzebowali bardzo dużo cierpliwości, czasu i szczęścia.

HISTORIA CPN-ów

Pierwsze stacje paliw w Polsce pojawiły w 1924 roku w Warszawie. Przed tą datą benzynę można było kupić… uwaga – w aptekach. Nie były to jakieś stacje paliw z prawdziwego zdarzenia. Można rzecz, że były to karykatury CPN-ów. Dostępne były na nich od dwóch do czterech dystrybutorów, z czego świętem było jeśli sprawne były dwa, do tego obsługiwane przez jednego pracownika, który tankował pojazd i inkasował „zapłatę”. W budce, czy sklepiku – zwał jak zwał – dostępne były tylko najpotrzebniejsze przedmioty do eksploatacji pojazdu. Niektóre stacje zaopatrzone były w kompresory. Prawdziwe bogactwo! Niestety było do tego jedno ale… Myślicie, że łatwo było znaleźć czynny kompresor? One po prostu były. Bo tak należy.

Za czasów PRL zapłatą za tankowanie były kartki. Było ich aż 45 rodzajów. Inne dla obcokrajowców, inne dla taksówkarzy, instytucji, czy przedsiębiorstw. Na początku kartki zastępowały stemple. Były one wbijane do dowód rejestracyjnych pojazdów, gdy brakło miejsce wydawane były dodatkowe karty z miejscami na stemple. Następnie były kartki do wycinania. Później było ograniczenie w postaci tankowania trzy razy w miesiącu. Szczęściarzami mogli się nazwać właściciele diesli. Olej napędowy tankowali bez kartek, które mogli później wymienić.

AFERA GONI AFERĘ

Ludzie szybko znaleźli obejście dla powyższych ograniczeń. Specjalnie kupowali i rejestrowali wraki, byle żeby tylko zyskać większy przydział. Jedną największych afer było zamówienie fałszywego druku w Berlinie Zachodnim. Odkryto również, że pracownicy stacji w Poznaniu w porozumieniu z pracownikami lecznicy weterynaryjnej wystawiali lewe rachunki. Kierowcy dzięki temu wyłudzili ze swojej firmy dość sporą sumkę.

A wiecie kto na tym wszystkim najlepiej wyszedł? 😉 Pracownicy służb oczyszczania miasta użytkujący szczotkarki! Nocną zmianę spędzali często leżąc na ławkach, a paliwo ze urządzenia sprzedawali po cenie „rynkowej”. Istny przykład, jak zarobić, aby się nie narobić 🙂