Przędzalnia z fortepianem

PLOTKA GŁOSIŁA, ŻE…
 
Przędzalnia jest pusta, przez co grupka przyjaciół długo zastanawiała się, czy w ogóle rozpocząć do niej wyprawę. W końcu po kilkugodzinnej naradzie wsiedli w auto i ruszyli przed siebie. Po długich godzinach jazdy znaleźli się pod obiektem. Weszli na jego teren pełni obaw i niepewności, która im towarzyszyła od początku podróży. Gdy przekroczyli próg jednych z drzwi wiedzieli już, że podjęli jedną z najlepszych w ostatnim czasie decyzji. Wiedzieli też, że nie będą tego nigdy żałować.

 
Przyjaciele zaczęli przechadzać się z jednego budynku do drugiego, tracąc siebie nawzajem z oczu. Każdy był zaoferowany czymś innym. Pełne wyposażenia pomieszczenia, tkaniny na maszynach, włóczki, nici… Każdy z nich znalazł coś dla siebie, na czym mógł się skupić. Niestety zapomnieli o jednym… Niedaleko przędzalni znajdowały się budynki mieszkalne, a droga obok obiektu była jedną z główniejszych, która prowadziła do wsi. Nie mieli całego dnia na eksplorację.
 
NO I STAŁO SIĘ…
 
Ich auto ukryte w lesie zostało zauważone przez jednego z mieszkańców pobliskiej wsi. Starszy pan od razu wiedział, że gdzie ma skierować swoje kroki. Nie zastanawiając się długo wszedł w pierwszej kolejności do budynku, który prowadził do części przemysłowej i mieszkalnej przędzalni. Zaglądając po kolei do każdego pomieszczenia złapał całą czwórkę z grupki intruzów. Sprowadził ich na parter, usadził na schodach i rzucił szybko okiem na wnętrze przędzalni, aby upewnić się, czy nic nie zniszczyli, ani nie ukradli. Gdy dodatkowo dojrzał aparaty w ich dłoniach wiedział, że nie musi się o nic martwić.
 
Grupka opowiedziała po co przyjechała i skąd. Po krótkiej wymianie zdań z „ochroniarzem” okazało się, iż jest on z hobby historykiem. Ponadto mieszka w okolicy od urodzenia. Staruszek zdecydował się oprowadzić ich po terenie i przytoczyć historię miejsca.
 
Z DZIADA PRADZIADA
 
Swą opowieść zaczął od tego, że cała jego rodzina od pokoleń pracowała w miejscowym zakładzie. Dzięki dziennikom jego rodziców, dziadków, pradziadków itd. wiedział dość wiele o tym miejscu. Pierwszą wzmiankę o przędzalni znalazł w ich zapiskach z 1595 roku. Przez dwieście lat w przedsiębiorstwie praktykowane było tkactwo ręczne. Dopiero w latach 50. XIX wieku zakupiony został młyn i założony mechanizm napędzany wodą. Z czasem woda została zastąpiona parą, dobudowano farbiarnię i bielarnię. Mimo to przędzalnia cały czas ocierała się o bankructwo. Rozwój nie szedł w parze z zyskami. Pomimo tych przeciwności firma pozostawała cały czas w rodzinie. Przechodziła z pokolenia na pokolenia. Oprócz dobudowywanych części produkcyjnych powstała również mieszkalna dla dyrektorów zakładu. Ponadto dobudowywane były mieszkania dla pracowników.
 
W 1943 roku przędzalnia została przejęta przez firmę produkującą wyroby metalowe i elektroniczne. Produkcja tekstyliów została przerwana, a zastąpiły ją produkty niezbędne do wojny. Trzy lata później ówczesny właściciel próbował odbudować tkactwo. Po kolejnych dwóch latach firma metalowa opuściła przędzalnię. Produkcja odżyła i zatrudniała w tym czasie dwustu pracowników. Jednak gdy interes rodzinny przejął bratanek założyciela stwierdził, że maszyny są przestarzałe i liczbę pracowników zredukował do dwudziestu. Z czasem przemysł włókienniczy padł i przędzalnia została zamknięta w 2004 roku.
 
POŻEGNANIE
 
Starszy miły pan powiedział jeszcze, że przędzalnia wykonywała prześcieradła do szpitala we Wiedniu, pieluszki dla niemowląt, gazę, a nawet płótno do produkcji opon.
 
Eksploratorzy byli pod wrażeniem wiedzy mężczyzny. Podziękowali mu za opowiedzenie tej historii. Wyszli wszyscy przed bramę przędzalni i każdy rozszedł się w swoim kierunku. Gdy grupka odwróciła się, aby jeszcze raz podziękować i się pożegnać – starszego, siwego pana już nie było. Wyglądało to tak, jakby wyparował. Nie zastanawiając się nad jego nagłym zniknięciem wsiedli do auta i odjechali do kolejnego obiektu.*
_____
* Jedynymi rzeczywistymi faktami w opisie albumu jest część dotycząca historii miejsca 🙂