Przędzalnia

SEKUNDY UCIEKAJĄ

– Karol? Gdzie jesteś?

– Tutaj! Szybko!

– Biegnę… Poczekaj na mnie.

– Pospiesz się. Słyszę ich. Szukają nas.

Karol i Maniek nie wiedzieli, gdzie uciekać i gdzie się ukryć. Znaleźli się w pułapce na własne życzenie. Weszli do tego budynku, bo słyszeli od mieszkańców, że już od dawna stoi pusty. Potrzebowali ścian do ćwiczenia graffiti, a jednocześnie miejsca, w którym nie będzie nikt im przeszkadzać. Jednak to, co zobaczyli w środku przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Kiedyś ich rodzice mówili, że w ich mieście w tym budynku była przędzalnia, ale od dawna nieczynna. Miały być puste ściany i nic więcej. Nikt nie wiedział, że w środku stoi pełen sprzęt z przędzą. Albo wiedzieli, a nie mówili, bo nie chcieli. Bali się może, że ktoś się tym zainteresuje i rozgrabi miejsce. W końcu zawsze tyle chętnych jest na wywiezienie złomu i zarobienia paru groszy. A dla wszystkich mieszkańców przędzalnia była sentymentalna. Pracowało tam kiedyś całe ich osiedle.

Biegnąc zastanawiali się, co ich podkusiło tutaj przyjść. Nie mogli znaleźć łatwiej dostępnego miejsca? Wszystkie pozamykane drzwi i okna powinny im dać do myślenia. Skoro obiekt jest zabezpieczony, to coś tam jeszcze musi być. Mimo to przeszli wybrzeżem wzdłuż rzeczki i przedzierając się przez krzaki znaleźli wejście oknem od tyłu.

POSZUKIWANIA

Maniek z Karolem kucali schowani za workami z materiałem. Na ich szczęście na parterze było ciemno i nie rzucali się w oczy. Najmniejszy szmer mógł sprawić, że ci, co ich gonili znajdą ich. Nie wiedzieli kto to był, jak tylko ich zobaczyli wycofali się. Mimo to zostali zauważeni. Karol zaczął podejrzewać, że to dilerzy i tutaj muszą mieć dobrą skrytkę narkotyków, a nawet miejsce do handlu i wymian. W końcu nikt się tutaj nie zapuszczał. Oprócz nich. Teraz do niego zaczęło docierać na jaki wpadł głupi pomysł z tym miejscem i robieniem tutaj graffiti. Nie mogli jak ich znajomi jechać do starej fabryki za miasto? Tutaj niestety mieli bliżej. Bardzo żałował, że zabrał tutaj młodszego brata. Wiedział, że jak coś mu się stanie to rodzice mu tego nie darują. Maniek, był tylko dwa lata młodszy, ale wielokrotnie okazywał się dojrzalszy od Karola.

Chłopcy usłyszeli za nimi jakieś kroki. Powolne. Ociężałe. Obydwoje od razu wstrzymali oddech. Bali się. Odgłos kroków ucichł zaraz za workami, za którymi siedzieli skuleni. Na ścianę, przed którą siedzieli padł strumień światła. Obawiali się, że zostanie na nich skierowany, ale na szczęście osoba za nimi tego nie zrobiła. Nie sprawdziła, co jest za workami. Tak, jakby wiedziała kto tam jest i chciała dać szansę na ucieczkę. Osoba za nimi zaczęła iść dalej krzycząc do reszty, że na parterze nikogo nie ma i trzeba iść szukać na piętro. Nieznany mężczyzna dodał jeszcze szeptem, że za tymi workami są otwarte drzwi, które są od ulicy.

Karol wiedział, że facet dał im uciec. Nie chciał ich złapać, chciał pomóc. Mieli szczęście. Być może inni nie byliby tacy wyrozumiali. W końcu bracia znaleźli ich miejsce transakcji i lewych interesów.