Restauracja gwiazd

CIĘŻKIE POCZĄTKI

Restauracja została założona pod koniec lat 50. XX wieku przez niejakiego pana Stefana. Najpierw wykupił pałacyk, później po kolei  mieszkania z lokatorami. Ostatni mieszkaniec zgodził się na sprzedaż swojego lokum dopiero po tym, jak nowy właściciel zamurował mu drzwi wejściowe. Stanisław posunął się do radykalnej metody, ale dopiął swego. Cały teren był jego.

Inwestor sam dokładnie zaprojektował wnętrze. Ściany miała zdobić najmodniejsza boazeria, wypchane pawie i poroża na ścianach. Według jego zamysłu gości miała witać starodawna, elegancka karoca. Mężczyzna ponoć sam ją rozłożył, wniósł i złożył w środku, bo inaczej nie było możliwości wstawienia jej do pomieszczenia.

Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Personel – przedwojenni kucharze, dobrze przeszkoleni kelnerzy, którzy po twarzach gości mieli wyczuć, na co mają ochotę i co im zaproponować. Nie mogło być najmniejszej pomyłki.  Nawet dzieci chodziły jak w zegarku i pomagały w rodzinnym biznesie.

Stanisław zadbał dosłownie o wszystko. Nie kupował towaru u obcych ludzi. Sam hodował świnie  i kury. Inne mięso, warzywa i owoce kupował tylko z jednego miejsca. Jak na dobrą restaurację przystało wszystko było świeże i smaczne.

RESTAURACJA GWIAZD

Knajpa podobno najbardziej oblegana była od piątku do niedzieli. Brakowało numerków w szatni, wszystkie stoły były zawsze zajęte. W restauracji gościli się sportowcy, artyści, naukowcy, takie gwiazdy jak Jane Fonda, czy Isaura z serialu „Niewolnica Isaura”. Legendy mówią, że stołował się tutaj również lider pruszkowskiej mafii, a nawet na suto zakrapiany obiad alkoholem zatrzymali się ubecy wraz z aresztantem.

Właściciel kłaniał się w pas premierom i generałom, którzy przychodzili do restauracji wraz ze swoimi rodzinami. Zawsze jedli na koszt lokalu. Stanisław doskonale wiedział, że w ten sposób nie straci pozwolenia na prowadzenie lokalu gastronomicznego.

NAJLEPSZY LOKAL W MIEŚCIE

Z czasem dobudowano ogródek z fontanną, parking, gołębnik oraz oddzielny budynek z barem, który był czynny całą dobę. Tylko do nich można było przyjechać w środku nocy i napić się wódki. Jak sam mawiał założyciel – była to najlepsza restauracja w mieście, ale również największe przekleństwo rodziny.

Pierwszą ofiarą własnego interesu był sam właściciel. Był niewolnikiem swojego pomysłu. Sam zawsze wszystkiego pilnował. Jako jedyny miał klucz do restauracji. On ją otwierał i zamykał. Jego całkowite poświęcenie tej knajpie sprawiło, że jego dorobek życia stał się miejscem, w którym zmarł na zawał.

Po jego śmierci interesem zajęli się jego synowie – starszy syn Janusz oraz młodszy Krzysztof. Podzieli się w ten sposób, że co pół roku pieczę nad restauracją sprawował jeden z nich.

WOJNA DOMOWA

Na początku współpraca się udawała. Jednak po jednej błahej kłótni o kobietę  bracia stali się największymi wrogami.  Ich jedyną relacją jaka ich łączyła było spotkanie co pół roku i przekazanie sobie klucza.

Mężczyźni zaczęli sobie wzajemnie przeszkadzać. Janusz twierdził, że Krzysztof blokował mu wszystkie pomysły związane z modernizacją restauracji. Chciał zrobić salę koncertową z prawdziwego zdarzenia, siłownię, w salach na całych ścianach założyć akwaria, strych zaadaptować na galerię sztuki. Mógł o tym wszystkim opowiadać godzinami. Zamiast dogadać się ze współwłaścicielem i wprowadzić to wszystko w życie prowadzili między sobą otwartą wojnę. Co pół roku zmieniane było wszystko. Począwszy od raz płatnego, a raz nie parkingu, kończąc na wymianie personelu i nowym menu. Wojna między braćmi tak ich zajęła sobą, że nie zauważyli, że wokół nich wyrastała konkurencja, a ich rodzinny interes stoi w miejscu.

Drugą ofiarą restauracji był Krzysztof. Starszy brat po jego śmierci nie radził sobie z interesem. Jego plany skończyły się tylko na mówieniu. W budynku nie została nawet założona kanalizacja, tylko do końca pozostało szambo. Nie zważał na to, że zamówienia robił gdzie popadnie, nie pilnował jakości towaru i potraw.

Z czasem restauracja została zamknięta. Teren miał być sprzedany i przeznaczony pod inwestycję jakiegoś banku.

Gdzieś jakieś pogłoski mówią, że są plany na wskrzeszenie umarłego interesu. Patrząc jednak na pogarszający się stan budynków na planach i mówieniu w tej rodzinie się kończy.

_____

Tekst powstał na podstawie spisanej historii w książce „Restauracja” J. Staniszewska, M. Łoziński