Ukryte w trawie

ZAMKNIĘTY PARKING POLICYJNY

– Ty, Heniek, a kiedy szef miała dać nam te podwyżki? W tym roku?

– Ano w tym Stefan, a czemu pytasz?

– Bo ja tak sobie myślę, że oni z nami w bambuko lecą. Połowa roku, a premii jak nie było tak nie ma! No jak to tak?

– Stefan, nie przesadzaj, jak mówili, że będzie to znaczy, że będzie. Ty to zawsze problemu szukasz tam, gdzie nie potrzeba. Weź no, czekaj cierpliwie.

– Czekaj cierpliwie… A Ty od kiedy jesteś taką oazą spokoju?

– Od dawna, tylko Ty dopiero dzisiaj zauważyłeś.

– Heniek, ja Ci powiem, że my tutaj na tym parkingu to zupełnie niepotrzebni jesteśmy. Jest ogrodzenie betonowe, jest siatka. Komu się będzie chciało tutaj skakać i coś grzebać? Mówię Ci no.. Według mnie to możemy stąd iść. Przecież nic się nie stanie, nikt nie zareaguje.

– Stefan, Ciebie to chyba czasami boli używanie mózgu. Weź pomyśl logicznie. Siedzisz sobie, pilnujesz sobie bryczek, masz za to płacone i jeszcze narzekasz. Nic więcej Cię nie interesuje. Laweta przyjedzie, auto zrzuci i o… tyle Twojej pracy, otworzyć bramę i powiedzieć, gdzie je postawić.

– Heniek, a dlaczego my to mamy robić? Nie może przyjść jakiś policjant i tego robić? W końcu to parking policyjny, a oni jeszcze ochronę potrzebują. Mi się już najnormalniej w świecie nie chce.

– Jaki Ty marudny jesteś! Leżysz do góry brzuchem i jeszcze Ci za to płacą. Serio tak Ci źle?

– Ano źle! Wolałbym leżeć w domu na kanapie niż tutaj siedzieć pół dnia z Tobą.

– Oj Stefan, Stefan…

– Nie „stefanuj” mi. Nie wiem jak Ty, ale ja idę. Nie będę tutaj dłużej siedział, nawet do sklepu mamy daleko. Niech sobie sami pilnują tego parkingu, albo zostawią na pastwę losu i niech zarasta to wszystko.

– No dobra. Idę z Tobą. Może i masz rację 😉