Zakłady bawełniane

ZMIANA RYNKU

Rynek na przestrzeni lat bardzo się zmienił. Zaczęto szukać tańszych zamienników, często gorszych jakościowo. Bardziej opłacał się import niż produkcja własnego kraju. Napływ azjatyckich towarów sprawił, że nasze rodzime firmy z czasem zaczęły plajtować. Niekiedy wpływ na to mieli sami właściciele firm, którzy przestawali inwestować w swój biznes i myśleli, że wyżej wymienione zmiany nie wpłyną na ich biznesy.

Dokładnie taki sam los podzieliła fabryka tkanin przedstawiona Wam na zdjęciach. Z dnia na dzień stanęła w niej produkcja, zwolniono część pracowników, a ci, którzy pozostali nie wiedzieli, jaka czeka ich przyszłość.

Początek upadku można datować na 2011 rok.

KRÓTKA NOTATKA HISTORYCZNA

Zakłady bawełniane powstały w 1886. Cztery lata później firma została przekształcona w spółkę, którą zarządzało sześciu właścicieli. Zakład prężnie się rozwijał. W tych czasach produkował głównie przędze bawełnianą. Lata międzywojenne były podobno najkorzystniejsze dla przedsiębiorstwa, ale mimo to zarząd postanowił obniżyć płace pracownikom, czym doprowadzili do strajku włoskiego. Na znak solidarności przeprowadzony został jednodniowy strajk protestacyjny w innych zakładach.

Po II wojnie światowej zakłady zostały upaństwowione. Przemiany ustrojowe sprawiły, że przedsiębiorstwo zostało postawione w stan upadłościowy. Jerzy F. postanowił to wykorzystać i wraz z żoną otworzył rodzinny biznes.

OD LEKARZA DO BIZNESMENA

Jerzy schował głęboko do szafy dokumenty związane ze swoim wyuczonym zawodem lekarza. Biznes zapoczątkował od małego sklepu z tekstyliami, w którym sprzedawał importowane materiały. Szedł wtedy z duchem czasu. Mężczyzna zainwestował we własną produkcję i uruchomił dział dziewiarni. Pozwoliło mu to na produkcję modnego wówczas „gnieciucha” jak i innych dzianin podszewkowych. Firma z czasem zaczęła się rozwijać. Utworzono tkalnię, dzięki czemu przedsiębiorstwo stało się niezależne i nie musiało już importować surowych tkanin do produkcji. Pomogło to w cięciu kosztów produkcji. Zysk zaczął być zauważalnie większy. Miało to wszystko wpływ na dalsze działania. Rodzina zainwestowała w swoją przędzalnię, wykańczalnię, wyremontowali budynki i wymienili archaiczne maszyny na nowocześniejsze.

Zakład prężnie działał. Rodzina otworzyła sieć własnych sklepów rozmieszczonych na terenie całej Polski. Pozwoliło im to dotrzeć do potencjalnych klientów nie tylko z centralnej Polski. Firma mogła pochwalić się prawie dwustoma wzorami pościeli i tekstyliów, od jednokolorowych po te z nadrukami. Pomogło to w zdobyciu również klientów z zagranicy.

CZARNE CHMURY

Nie ma jednak chyba firmy, która nie miałaby jakiegoś kryzysu, albo nie spoczęłaby na laurach. Pracownicy upadającego zakładu stwierdzili, że brak ciągłości w produkcji to wina właściciela, który zaprzestał inwestycji i wymiany maszyn na jeszcze nowsze. Materiał robiono na starych, wysłużonych sprzętach. Wiązało się to z gorszą jakością produktu. Koszt produkcji był zbyt drogi, a ceny za wytworzone materiały nie spadały. Importowane pakistańskie produkty w krótkim czasie stały się lepsze pod względem jakości i kilkukrotnie niższe cenowo. W końcu musiało się stać to, co pracownicy przewidywali od kilku lat. Zakład został zamknięty.