Zgniłek

PLANY URLOPOWE

Marian od roku pracuje u zachodnich sąsiadów. Firma posiada swoje ośrodki wypoczynkowe położone w kilku miejscach w Niemczech, z których za niewielką opłatą mogą korzystać pracownicy. Jedne tańsze, drugie droższe… Wszystko zależy od lokalizacji i udogodnień, jakie się tam znajdują. Halinka oczywiście stwierdziła, że skoro nadarza się taka okazja to należy ją wykorzystać i przyoszczędzić parę groszy. Bidulka zapomniała już o ich przygodach w Czechach i o tym jak odbiła się od drzwi próbując wejść do hotelu.* To była jej jedna z wielu porażek, ale jak zawsze nigdy się nimi nie przejmowała i nie uczyła się na swoich błędach.  Kobieta na drugi dzień kazała przynieść mężowi broszurę z pracy  z wykazem wszystkich ośrodków, które należały do jego pracodawcy.

Marian doskonale wiedział, że jak Halinka sobie coś postanowi to tak musi być. Wiedział, że dyskusja z nią wiele nie da. Próbował jej przedstawić racjonalne argumenty. Ale gdzie tam! Halinka chce wczasy w Niemczech. Koniec. Kropka!

POWTÓRKA Z ROZRYWKI

Mężczyzna odwlekał prośbę żony w czasie. W końcu zdesperowany przyniósł informacje o wczasach pracowniczych. Czuł już w kościach, że to jak zwykle zakończy się przygodą życia. Dlaczego chociaż raz nie mogli pojechać tam, gdzie on chciał? Marzył o tym, aby w końcu położyć się plackiem na plaży i tak leżeć… i leżeć… odpoczywać i nic więcej nie robić. Skończyło się oczywiście na mrzonkach. Halinka już wybrała pensjonat, do którego pojadą. Jak zwykle wybrała najtańszą z opcji.

– Marian! Chodź no tu do mnie! Już wiem, gdzie pojedziemy. Zobacz no. Mały, przytulny pensjonacik. Widzę, że są tam głównie łóżka piętrowe, ale i dla nas coś się znajdzie zapewne. Przecież ja się tam na górę nie wgramolę.

– Halincia, a morze tam jest?

– Nie.

– A jezioro? – Zapytał z nadzieją Marian.

– Nie.

– To co my tam będziemy robić?

– Zwiedzać okolicę! – odpowiedziała z entuzjazmem w głosie Halina.

– Ale ja chcę poleżeć i odpocząć!

– Trochę aktywności Ci nie zaszkodzi. Zobacz tę oponkę na swoim brzuchu. Nie głaszcz jej tak. Już ja tam o Ciebie zadbam.

– Taaa… Już nie mogę się doczekać.

OSTATNI DZIEŃ W PRACY

Marian pochwalił się wszystkim w pracy planami na urlop. Nie rozumiał uśmieszków kolegów i ich żarcików. Ale nikt go nie wyprowadzał z błędu, że pensjonat, który wybrał to w rzeczywistości ośrodek kolonijny dla dzieci. Nie mogli sobie wyobrazić miny kolegi i jego żony jak zajadą na miejsce. Mało tego, ośrodek od kilku lat stał zamknięty, a firma zapomniała uaktualnić broszurę. Mimo wszystko namawiali go, aby wcześniej wyszedł z pracy, spakował się i jeszcze dzisiaj ruszył do urlop. W końcu od domu do ośrodka ma niecałe sto kilometrów.

HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY

Halina zaraz po śniadaniu i wyjściu męża do pracy spakowała torby. Z wielką niecierpliwością czekała na jego powrót. Gdy tylko zobaczyła z okna podjeżdżające auto Mariana, od razu nałożyła mu obiad na talerz, naszykowała ubrania na zmianę i kąpiel, aby szybko się odświeżył i mogli w końcu jechać przed siebie. Halinka dosłownie siedziała jak na szpilkach. Już sobie wyobrażała piękny pokój, z widokiem na las i wzgórza. Widziała siebie w myślach spacerującą, rozmawiającą z miejscowymi i poznającą historię miejsca. Tyle miała planów, a tak mało dni na ich spełnienie.

– Marian, gotowy już jesteś? Chodź w końcu, ja już idę do auta, tam na Ciebie poczekam.

– Oszalałaś kobieto? Toż to mi jeszcze z kwadrans co najmniej się zejdzie. Daj mi chwilę odpocząć.

– W grobie odpoczniesz. Teraz masz żyć pełną piersią. Ruszaj się. Nie zapomnij tylko zamknąć okno w kuchni, wziąć nasze walizki i zamknąć dobrze drzwi.

– Dobrze… Już dobrze. Idź już i nie marudź. Zaraz do Ciebie dojdę.

Marian zrobił wszystko, co mu kazała żona. Zapakował torby do bagażnika, wgramolił się na miejsce kierowcy i ruszył w kierunku pensjonatu. Po półtorej godziny podróży wjechał do miejscowości, w której mieli spędzić urlop. Po dwóch kilometrach minął tabliczkę z przekreśloną nazwą wsi. Rozglądali się na prawo i lewo, ale żadnego budynku przypominającego pensjonat nie widzieli. Mężczyzna zawrócił i przejechał jeszcze raz. Tym razem wjechał również w mniejsze uliczki. Może ten hotelik jest gdzieś na uboczu? Może oni jak zwykle nie doczytali. W końcu się zatrzymał obok pieszego i swoim łamanym niemieckim zapytał o hotel, w którym ponoć żona zarezerwowała im pokój. Przechodzień się trochę zdziwił, ale pokazał im zabity deskami budynek, przed którym właśnie stanęli i poinformował, że to jest to właśnie to, co szukają.

Marian się załamał. Halina dopiero teraz zrozumiała, dlaczego nikt jej nie odpisał na maila. Myślała, że obsługa jest tak zapracowana, że nie miała czasu. No ale jednak… To nie było ich niedopatrzenie. Po prostu ośrodek nie istniał.

– Halina, ja z Tobą więcej nigdzie już nie jadę! – krzyknął do żony Marian.

Mężczyzna zawrócił i w ciszy wrócili do domu.

_____

* Pierwsza część przygód wakacyjnych Mariana i Halinki do przeczytania tutaj